Bankomat

Będąc w mieście Poznań, postanowiłem zabawić się w jednym z tamtejszych kasyn. W tym celu potrzebowałem jednak sporej dawki gotówki, której przy sobie nie nosiłem, bojąc się napaści złodzieja. Po godzinie dwudziestej postanowiłem więc znaleźć bankomat w bezpiecznym miejscu, tak aby nikt mnie nie widział. Udało się, bowiem w spokojnej okolicy, niedaleko od kasyna, dostrzegłem bankomat przytwierdzony do ściany jednego z budynków. Udałem się tam z duszą na ramieniu i po chwili trzymałem już w rękach pokaźny rulon pieniędzy. Usłyszałem jednak za sobą cichy gwizd i obejrzałem się, przestraszony nie na żarty. Kilka kroków za mną stała około trzydziestoletnia kobieta w krótkiej mini i z wyeksponowanym biustem. – Cześć, jestem Amanda, co tam masz? – obcesowo zapytała kobieta, po czym złapała mnie za rękę i próbowała wydrzeć mi pieniądze. Zdenerwowałem się i odepchnąłem ją. Dziewczyna nie zraziła się tym, podbiegła do mnie i złapała mnie za krocze. Poczułem, jak podnosi się ze snu mój pyton. – Co Ty robisz? – krzyknąłem. – Jak to co, jak nie chcesz mi dać kasy za darmo, to zapracuję na nią! – wrzasnęła ze złością, a po chwili już rozpinała mi spodnie, wypuszczając na wolność mojego pokaźnego penisa. – Wow, będę miała co robić – rzekła już spokojniej, po czym wzięła mojego ptaka do buzi i zaczęła mi robić lodzika. Nie powiem, zawodowo ssała moją pałę, lata wprawy zrobiły swoje. Po dłuższej chwili lizania i ssania, puściła pytona wolno i zdjęła majtki. Poszliśmy w boczną uliczkę, aby nikt nas nie widział. – Bierz mnie od tyłu – rzuciła bez chwili zastanowienia, zakładając mi w tym samym momencie prezerwatywę na kutasa. Wypięła się i oparła rękami o ścianę kamienicy, a ja wszedłem w nią ostro, wiercąc z początku ptakiem na lewo i prawo i próbując dopasować mojego pytona do wnętrza jej cipy. Udało się. Byłem w środku, zacząłem więc pracować biodrami coraz szybciej i szybciej, jedną ręką pieszcząc jej biust, który wyskoczył spod bluzki. Czułem, jak ukrwiony penis zaraz eksploduje, a ona jęczała i parskała na przemian jak stara kobyła, którą rolnik zajeździł w polu przy oraniu ziemi. Prostytutka wydała z siebie kilka ostatnich sapnięć, a ja w tym samym czasie wyrzuciłem z siebie spermę, która wypełniła szczelnie wnętrze jej rozjechanej cipy. Wyjąłem z niej kutasa i zdjąłem gumę, a ona odwróciła się i wylizała go do samych jaj. – Dobra, zapłać za usługę i zmykaj, chłopcze –  powiedziała na odchodne. Dałem jej sto złotych, a potem poszedłem do kasyna i wygrałem dwa tysiące. To był udana noc.

Tagi:
12345 (10 głosów, średnia: 2,40)
Loading...

Możliwość komentowania jest wyłączona.