Deszczowe igraszki

Zimny, jesienny deszcz pukał w szybę auta, gdy zatrzymali się na poboczu drogi. Do domu mieli jeszcze kawałek jazdy, ale chcieli uniknąć tłoku, jaki tam zastaną. Świąteczne zjazdy nie należały przecież do przyjemności.

Spojrzała na niego i zamrugała zalotnie. Bez ociągania pochylił się i pocałował ją w usta, namiętnie, mocno – tak jak chciała. Zręcznie odpięła pasy, prześliznęła się na tylne siedzenie i zaczęła zdejmować obcisłe, czarne dżinsy. Jego oczom ukazały się półprzezroczyste figi, które kupił jej niedawno. Prześwitywała przez nie niewielka kępka ciemnych włosów. Drażniła jego zmysły.

Patrząc mu w oczy, włożyła palec do swoich ust i z pełną rozkoszą go oblizała. Przesuwając powoli od ust, przez szyję i kark, zaczęła pieścić swój sutek. Nie widział tego, mógł liczyć tylko na wyobraźnię… czekał. Po chwili jej dłoń sięgnęła przezroczystej bielizny, a on czuł, jak twardnieje. Widział jak zaczyna się głaskać, dotykać, pieścić samą siebie tuż pod jego nosem. Wsunęła palec głębiej i przyspieszyła oddech. Gdy odchyliła głowę w tył, nie wytrzymał – niemal przeskoczył przez siedzenia i wpił się w jej rozpalone usta.

Ona wciąż droczyła się sama ze sobą, gdy pospiesznie rozpiął spodnie, chciał wziąć ją tu i teraz, wilgotną i ciepłą. Nie zdążył – gdy tylko chwyciła jego nabrzmiałego członka w swoje dłonie, trysnął na nią całym swym nasieniem. Rozlało się po jej brzuchu i udach, a ona się śmiała, tak rozkosznie zadowolona z sukcesu swojego chytrego planu. Mokra od jego ciepłych soków.

Tagi:
12345 (7 głosów, średnia: 1,71)
Loading...

Możliwość komentowania jest wyłączona.